Księga dwudziesta czwarta

Gdy tylko Tadeusz przegonił Obcego,
Zaczęły złe myśli dręczyć umysł jego.
Czasu przecież mało miał Tadek ku temu
Żeby pomóc ludziom bliskim sercu jemu,
Którzy w Soplicowie w wampiry zmienieni
Żyli sobie w dworku wśród leśnych zieleni.
Cóż to go skusiło, by wyjść z samolotu
I gonić za Obcym z miotaczem piechotą?
Nie wiedząc wiąc co to wstał i ruszył w drogę,
Rozganiając w głowie myśli bardzo srogie.
Postanowił teraz nie rozdrapywac ran
I nagle usłyszał "Run, Tadeusz, Run!"
Na takie wezwanie porwał się do biegu.
Biegł tak więc przed siebie, wśród deszczu, wśród śniegu.
Nie patrzył na zimno, nie dbal o upały
Tylko biegł przed siebie zadyszany cały.
Miesiąc, potem drugi i trzeci tak minął,
A on wciąż zasuwał ze zmeczoną miną.
Przyłączać się także ludziska zaczęli,
Bo coś magicznego w tym biegu widzieli.
Wkrótce cała grupa tuż za nim biegała
Wciąż się wiekszą stając i dluższą bez mała.
Nagle wbiegł Tadeusz do góry po schodach,
Stanął na ich szczycie- pot sciekał jak woda
Z czoła zmęczonego pana Tadeusza.
A ten zaraz zaczął w podskokach się ruszać.
Tak skakał i skakał robiąc drobne kroki
I poczuł przez chwilę się tak jak sam Rocky...

Stronę stworzył, oraz dodał polskie literki do utworów Tomasz 'Merlin' Kolinko w roku pańskim 1999 / 2000. Oryginał znajduje się pod adresem http://www.sprint.com.pl/~tom/pt